środa, 13 lipca 2011

dzień piąty!

Po tym wszystkim nie jest mi już nawet smutno. Jedyne co nas łączy to wspomnienia, które gromadziliśmy przez te dwa lata. Było ich sporo. Nigdy tego nie zapomnę, jednak słowa, które padły wczoraj zdecydowanie utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie warto próbować po raz czwarty. Każdy z nas ma swój własny świat, a to że pewnego dnia nasze światy się zderzyły nie musi prawie oznaczać końca.




Tak jak przypuszczałam, wszystko będzie miało swoje konsekwencje.
Jednak idziemy przez to razem, ufam Ci, więc mnie prowadź..
zaczynam coś zupełnie nowego, coś zupełnie innego, 
od początku do końca tak jak CHCĘ JA.

poniedziałek, 11 lipca 2011

będzie to, co ma byc.

Koniec z byciem dobrą ciocią. Chciałabym chociaż raz zrobić coś dla siebie. Mam już dość życia życiem innych. Przez ostatnie pół roku patrzyłam jak Wy spełniacie swoje marzenia, unosicie się pod wpływem nowych miłości, znajomości. Teraz czas na mnie. Zrobię to co zechcę nie patrząc w przeszłość. Nie spojrzę nigdy więcej na osoby trzecie.  Tak, jestem egoistką.
Ale wiecie co? W chuj mi z tym dobrze.




hmm, powyższe słowa chyba najlepiej oddają mój aktualny nastrój i światopogląd,
zamierzam dziś wybrać się do biblioteki po  "Sekret" Rhondy Byrne,
od wielu osób słyszałam, że książka jest magiczna, 
nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko się o tym przekonać :)
 trzymajcie się, Kochane :*

piątek, 8 lipca 2011

14 dni.

Nienawidzę tego. Nienawidzę sposobu w jaki jestem tak słaba. Za każdym razem bardziej. Za każdym razem mocniej. Wszystko co miałam, bądź mam się nie liczy. Złudzenie. Tym żyję i żyłam. Teraz mam czternaście dni. Czternaście dni, aby coś zmienić. Czternaście dni podczas których nic już zupełnie nie wiem...





zjebałam, porządnie zjebałam sprawę, 
dopiero teraz to do mnie dotarło...
widzicie gdzieś jakieś światełko w tunelu?


środa, 6 lipca 2011

biegnij za nią co tchu!

Moje źrenice wciąż niedokładnie widzą, moje uszy wciąż niewyraźnie słyszą, a moje ciało znów źle reaguje. Przecież tyle razy prosiłam! Przecież tyle razy mówiłam! Na próżno... Wszystko na nic.



plany na weekend są, na najbliższe dni też :)
ciekawa jestem czy uda mi się je zrealizować, 
od poniedziałku biegam, nie ma że boli!
a tymczasem zabieram się za 3 już sezon SKINSÓW, 
w następnej notce może coś więcej o tym napiszę, trzymajcie się! :*



wtorek, 5 lipca 2011

labirynt słów..

stoję... oni idą...
a ja dalej stoję,
szukam winnych, osądzam, rozpaczliwie szukam powodu,
szukam znajomej dłoni w tym pozbawionym empatii tłumie,
błądzę w tym chorym labiryncie, wciąż powtarzam te same błędy...
 


jak to dobrze znów mieć swojego kompa,
słoneczko do nas wraca! :)
a tak poza tym to będzie co będzie, nie ma co żałować, prawda...?
pierwszego września rozpocznę nowe życie, którym dziś nie mam zamiaru się martwić!

czwartek, 30 czerwca 2011

space bound.



"Nikt mnie nie zna, jestem zimny, chodzę własnymi drogami, ale to tylko i wyłącznie moja wina, takie życie wybrałem.  Chłodny jak śnieg, nie pokazuję żadnych emocji "  

... ale jednak kocha.  
Eminem po raz kolejny zaskoczył mnie swoją szczerością i bezpośrednim przekazem.  Kocha silną, prawdziwą miłością, która opiera się nie tylko na słodkich słówkach, spacerkach,  zdjęciach, wspólnych nocach, ale na problemach, które tak naprawdę są poważną barierą. Jest przykładem, że facet z naprawdę wielkim bagażem życia, z przeszłością ma jeszcze uczucia tak szczere, jak przed zdobyciem tego bagażu. Desperacka próba zatrzymania miłości, tej jedynej miłości idealnie oddają słowa tej piosenki.  Żeby nie było za dużo pozytywów powiem, że na teledysku się zawiodłam. Miałam nadzieję na jakąś ciekawą historię, jednak w większości ujęć jest tylko postać Eminema. Najlepszy moment jak dla mnie to 3:26.  Zapiera oddech, prawda?  Nie wiem czy tylko ja odczuwam taki poziom empatii, gdy przesłuchuję SPACE BOUND? :)






pogoda całkowicie się zjebała :) mam nadzieję, że poprawi się to jak najprędzej.
trzymajcie się i dziękuję za odwiedziny :*


środa, 29 czerwca 2011

nie poddam się!

Mogliśmy być wszystkim. Mogliśmy być dobrem i złem w jednym. Chcieliśmy zmieniać świat. Pragnęliśmy szczęścia, nieważne jakim kosztem. Walczyliśmy o nie całym sercem i całym ciałem. Szkoda, że po kilku nieudanych próbach się poddaliśmy...



zakochałam się w tej piosence :) 
Lifehouse ubóstwiam już od dawna, ale ta piosenka jest po prostu magiczna...
każdy zinterpretować może ją na swój sposób, sposób odbioru należy do Was.
:*